- Witaj Shirou. - usłyszałem znajomy mi głos. Odwrpciłem się w jego strone gdzie zauwarzyłem niebieskiego jednorożca.
- Witaj Haru co cię do mnie sprowadza? - spytałem przystając na momęt. - Ostatnio bardzo dużo elfuf panoszy się po lesie i moje stado zaczyna się martwić. - odpowiedział. Czuć było od niego strach.
- Żeczywiście. Sam dzosiaj jednego spotkałem. Widać znowu im brakuje jakiś składników magicznych. - westchnołem z lekkim oburzeniem.
- Będziemy musieli uwarzać bardziej niż zwykle. - dodałem. Ogier tylko pokiwał mi na zgode. Ruszyliśmy w strone polany rozmawiając już na przyjemniejsze tematy.
- Wybacz ale musze się zwijać, a jeszcze mam coś upolować. - powiedziałem kiedy byliśmy na miejscu. - Nic nie szkodzi. Do następnego. - odpowiedzial idąc w swoją strone. Ja zrobiłem to samo, a po kilku minutach wracałem z łanią w pysku.
- Wróciłem Ma... - zaczołem wchodząc do jaskini. Opusciłem łanie podbiegając do Matta.
- Tty durniu. - powiedziałem do siebie - po co go zostawiałeś samego. - moje słowa były niewyraźne przez dosłowny potok łez. Zmieniłem się w postać człekokrztałtną i przejechałem palcem po krwawiącym nadgarstku. Dopiero po tym wziołem kartke powoli ją czytając. Chciał się zabić tylko czemu.
- Mnie potrafisz kochać. - wydukałem kładąc mu pysk na ramieniu. Miał słabe tętno, a ja nie wiedziałem co więcej moge zrobić.
